Raciąż.eu

Banner portalu Raciąż.eu

Nasze miasto troszkę inaczej

Jesteś w:   Strona główna > Strefa mieszkańca > Taniec to życie. Wywiad z Panem Krzysztofem Langiewiczem – nauczycielem ...

 

Aktualności

Strefa mieszkańca

Taniec to życie. Wywiad z Panem Krzysztofem Langiewiczem – nauczycielem i instruktorem tańca.

Krzysztof Langiewicz to jeden z raciąskich nauczycieli. Poza zajęciami w szkole jest także instruktorem tańca towarzyskiego. Swoją pasją zaraża młodych ludzi, którzy realizują dzięki niemu swoje marzenia by stać się zawodowymi tancerzami.
Marcin Ciarkowski: Proszę powiedzieć coś o sobie. Czym się Pan zajmuje zawodowo. Jakie są Pana zainteresowania i hobby?

Krzysztof Langiewicz : Jak zapewne wiesz, zawodowo zajmuję się nauczaniem, jestem nauczycielem historii. Uczyłem w Szkole Podstawowej, Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącym w Raciążu. Moje zainteresowania są różnorodne, lubię dobrą muzykę, filmy obyczajowe i taniec towarzyski, który zajmuje mi połowę życia. Uwielbiam też podróże oraz ogród i jeśli mam tylko chwilę czasu, to jestem właśnie tam.

M.C: Kiedy zaczęła się Pana przygoda z tańcem? Tańczył Pan kiedyś zawodowo?

K.L: Moja przygoda z tańcem trwa od wielu lat. Czy tańczyłem zawodowo? – nie, zawsze amatorsko, jak wielu dzisiejszych tancerzy. Chociaż miałem plany po szkole podstawowej zająć się zawodowo tańcem, kontynuując naukę w Państwowej Szkole Baletowej w Gdańsku. Zdałem egzamin praktyczny i zostałem przyjęty. Stało się jednak inaczej, koledzy z klasy kontynuowali naukę w Raciążu, przykro było wyjeżdżać, więc zostałem tutaj. Myślę, że był to dobry wybór. Pewnie tak miało być.

M.C.: Trudno było zostać instruktorem tańca? Należało spełnić jakieś szczególne warunki? Gdzie Pan zdobył kwalifikacje do nauki tańca?

K.L.: Udział w programie telewizyjnym Bez próby w 1985 roku spowodował powrót do zainteresowań tanecznych. Ponadto studiowałem w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie, który był wówczas stolicą tańca towarzyskiego, tam właśnie tańczyli najwięksi mistrzowie Arkadiusz i Iwona Pavlović, Krzysztof Wasilewski i Karolina Felska, czy też Wojciech i Barbara Przemienieccy. W małych miasteczkach nie było możliwości nauki tańca towarzyskiego, więc uczyłem się podczas studiów. Wymagało to wielu wyrzeczeń i brakowało czasu, ciągłe treningi i szkolenia kolidowały z egzaminami, ale udało mi się to pogodzić. To było takie pozytywne zmęczenie, wysiłek fizyczny ułatwiał naukę i przygotowanie do sesji egzaminacyjnej. Tam uzyskałem uprawnienia instruktorskie, a potem pedagogiczne w zakresie tańca towarzyskiego. Marzyłem też, żeby zakorzenić sportowy taniec towarzyski w Raciążu. Organizowałem wyjazdy uczniów i nauczycieli na Mistrzostwa Polski i Mistrzostwa Świata do Olsztyna, uczyłem tańca w MCK i udało się mamy w Raciążu klub, który liczy się w Polsce, nasze pary znane są z wysokiego poziomu umiejętności. Nie było to łatwe, czasem komuś nie podobało się to, że można być niezależnym i robić coś z pasją. Chętnie więc majstrowali, żeby coś zepsuć. Jeśli ktoś nie chce pomagać, to przynajmniej niech nie przeszkadza. Teraz ćwiczymy bez stresów, a wokół jest przyjazny klimat.

M.C.: Jakich rodzajów tańca uczy Pan obecnie?

K.L.: Głównie tańca towarzyskiego, czyli tańców standardowych i latynoamerykańskich, jest ich dziesięć.

M.C.: W jakim wieku powinno się według Pana rozpoczynać naukę tańca? Wiek ma istotne znaczenie?

K.L.: Najlepiej od przedszkola, ale nawet, jeśli ktoś ma 40, czy 50 lat, też może. Są kategorie senior i można uczestniczyć w takich turniejach. To wspaniała zabawa i przygoda. Może taką grupę powołamy od przyszłego roku.

M.C.: Czy aby nauczyć się dobrze tańczyć, wygrywać turnieje i zdobywać nagrody trzeba mieć wrodzone zdolności, czy wystarczy tylko sumiennie pracować?

K.L.:Naturalnie, że talent jest ważny. Jednak to nie wszystko, żeby diament stał się brylantem, trzeba go oszlifować. Jest to trudny proces, wymagający z obydwu stron wytężonej pracy. Konkurencja jest potężna i poziom tańca z roku na rok wyższy, nie zostaje więc nic innego, niż trening.

M.C.:Przygotowanie uczniów do udziału w turniejach tanecznych to ciężka praca?

K.L.: To bardzo ciężka praca. Wiedzą o tym tancerze, którzy wylewają pot, a czasem też i łzy na szkoleniach. Jednak następnego dnia są gotowi do treningu. Podczas ostatniego obozu treningi trwały z przerwami, od 9 rano, do godz. 23. To daje chyba wyobrażenie tego, jak wiele trzeba poświęcić. Ogólnie, żeby wystartować w turnieju trzeba przynajmniej rok potrenować i zrobić choreografię. Początkujące pary tańczą w rekreacji, a gdy są gotowe przenoszę je do kategorii sportowych. Może to trwać nawet 2 lata i jest uzależnione od intensywności zajęć, no i oczywiście talentu.

M.C.:Pańscy uczniowie zdobywają jakieś nagrody podczas konkursów? Pamięta pan swoich najzdolniejszych uczniów? Jakimi osiągnięciami mogą się oni pochwalić?

K.L.: Sukcesów mamy wiele. Zdobywamy na turniejach punkty i pudła (miejsca na podium), które potrzebne są, aby przejść do wyższych klas tanecznych. Aktualnie mamy pary E, D i B klasowe. Mam nadzieję, że niebawem będziemy mieć D, C i A (najwyższa w Polsce), a pary z rekreacji zaczną rywalizować w kategoriach sportowych. Dominik Sobociński z Alicją Langiewicz w grudniu 2013 roku otrzymali w Gdyni klasę B w stylu latynoamerykańskim (mieli już B w stylu standardowym), Dominik Gapiński i Marysia Decker reprezentowali nas w tym roku na Turnieju o Puchar Profesora Wieczystego w Hali Wisły w Krakowie, tańcząc w finale, mają też na swoim koncie już dwa pudła. Dawid Gburczyk i Weronika Kujawa wytańczyli dwa pudła w klasie D, a Eryk Pawlak i Ola Szelągowska jedno, też w klasie D. Mam również nadzieję, że Michał Markowski i Julia Ziółkowska pożegnają do wakacji klasę E i będą pracować na letnim obozie nad choreografią i techniką klasy D. Jest więc ambitnie.

M.C.:Ktoś z rodziny odziedziczył po Panu pasję do tańca?

K.L.: Mam dwie córki – starsza Lidia posiada klasę C i planuje ukończenie kursu instruktorskiego w zakresie tańca towarzyskiego. Młodsza – Alicja – posiada klasę B w obydwu stylach. Wraz z partnerem Dominikiem Sobocińskim w 2012 roku zdobyli tytuł Wicemistrzów Mazowsza. Jest więc kontynuacja rodzinnej pasji.

M.C.: Jak Pan łączy pracę nauczyciela i instruktora tańca? Nie przytłacza Pana ogrom obowiązków?

K.L.: Nie jest to łatwe, gdyż powoduje to sytuację ciągłej nieobecności w domu. Praca zawodowa w szkole, treningi w klubie, wyjazdy na szkolenia lub turnieje. Sam się dziwię, że jeszcze znajduję czas na spotkania ze znajomymi. Muszę to jakoś pogodzić. Aktualnie mamy dobrego szkoleniowca, widzę pozytywne efekty jego pracy. Przyjeżdża z Warszawy, też jest nauczycielem i wymagającym instruktorem tańca. Bardzo mi pomaga i jest lubiany przez tancerzy. Jest młody, energiczny i to ma swój atut. Moje zadanie teraz, to obmyślanie strategii szkoleń, treningów dla par sportowych i przygotowanie par w rekreacji do startów w turniejach. Nie chcę zdradzać szczegółów, bo licho nie śpi, a konkurencja razem z nim.

M.C.: Kto jest dla Pana autorytetem, jeśli chodzi o taniec?

Aktualnie Michał Malitowski, wielokrotny Mistrz Świata. I jest Polakiem! Szkoda tylko, że reprezentuje aktualnie Wielką Brytanię. Gdy zdobywał tytuły Mistrza Świata, nikt w Polsce tego nie pokazywał i o tym nie pisał. Dopiero, gdy zmienił barwy, zrobił się szum, dlaczego? My, rodzice tancerzy, wiemy dlaczego. Właśnie w tym momencie naszego wywiadu, chciałbym bardzo podziękować w imieniu swoim, rodziców oraz naszych tancerzy, tym wszystkim, którzy widzą ich ciężką pracę, piękno tańca i pomagają najlepiej, jak tylko mogą.

M.C.: Proszę dokończyć zdanie: Taniec to:

K.L.: Taniec to życie. Nie przesiedź go pod ścianą.


Wywiad z Panem Krzysztofem Langiewiczem przeprowadził Marcin Ciarkowski

(Karolina)

Zabrania się kopiowania i wykorzystywania materiałów zgromadzonych w serwisie
www.raciaz.eu bez zgody autorów.

Polly

Projekt i wykonanie: