Wianki 2007
W sobotę 23 czerwca 2004 roku odbyła się w Dużym Parku impreza świętojańska, czasem zwana tez Nocą Kupały a czasem po prostu Wiankami. Był tradycyjny występ disco polo i zabawa do późnej nocy. Około północy do Raciążnicy powędrowały tradycyjne wianki. Długo leniwie kołysały się na wodzie.
Od rana w sobotę padał deszcz. Można było poważnie obawiać się o to, czy Raciążacy zechcą przyjść na imprezę. Początkowo niewiele osób było w parku. Na szczęście pogoda powoli zmieniała i wieczorem było już bardzo ciepło i co najważniejsze - nie padał deszcz.
Przybyłych mieszkańców rozgrzewał boys-band sprowadzony aż z Białegostoku. Chłopaki grali i śpiewali cały wieczór. Z każdą godziną przybywało im publiczności i tancerzy. Przed północą cała polana zapełniona była bawiącymi się mieszkańcami.
Tradycyjnie już o menu zadbali: Bar Gooplana oraz Pub Malibu
Fanki przed sceną
Około północy dyrektor MCK Janusz Chłopik oraz burmistrz Janusz Sadowski zaprosili do zgłoszenia się dziesięć mieszkanek naszego miasta. Szybko się znalazły i dostały ... wianki.
Dziewczyny wraz z publicznością udały się nad Raciążnicę puścić wianki.
Wrzucaniu wianków przyglądało się wiele osób. Dziewczyny musiały uważać przy wrzucaniu - w tym miejscu jest dość wysoka skarpa, w ciemności drobna pomyłka i można było wylądować w rzecze. Nic takiego się jednak nie stało. Niektórzy pewnie żałowali :-)
I jeszcze drobne poprawki - nadanie odpowiedniego toru wodnego wiankom?
I popłynęły ...
W pradawnych wiekach 24 czerwca nasi słowiańscy przodkowie czcili dwa potężne żywioły - ogień i wodę. Nie był to dzień przypadkowy - oto nastawał okres lata. Dokonywało się przesilenie wiosenne. Najważniejsze obrzędy związane były z rozpalaniem ognia zanurzaniem się w wodzie. Nocy ta nazywana była kupalnocką - świętem Kupały - bogini miłości i leczniczych roślin, patronki mądrych kobiet. Później święto to nazywane było Sobótką. Chrześcijanie wigilię tego święta - 23 czerwca obchodzą od wieków jako Noc Świętojańską.
Właściwym przywitaniem lata starano sobie zapewnić obfitość i pomyślność zbiorów oraz dobrą pogodę. Jednocześnie był to okres wróżebny dla młodych dziewcząt i chłopców. Obrzędy często rozpoczynano przy ogniskach - nad brzegiem rzeki lub na szczycie wzgórza. Wokół ognia tańczono, śpiewano i odprawiano magiczne obrzędy przez całą noc. Tradycyjnie skakano przez ogień w wieńcu lub opasce z ziół, co miało chronić przed duchami, demonami, czarownicami i chorobami. Kąpano się nocą w rzece lub jeziorze, co miało zapewnić zdrowie i pomyślność.
Kiedy w średniowieczu dzień ten poświęcono świętemu Janowi, przyjął się zwyczaj, że dopiero po św. Janie (czyli po 24.06) kąpiel w rzece czy jeziorze jest całkowicie bezpieczna. Wcześniej można się było utopić za sprawą złego ducha, strzygi lub rusałki. Chrześcijanie święcili wodę podczas przesilenia letniego, co odbierało wodom ich złą moc. Pamiętam z czasów dzieciństwa, że babcie bardzo pilnowały nas, żeby nie kąpać się przed 24 czerwca w Raciążnicy.
O północy kobiety puszczały na wodę jeden
wianek i uważnie śledziły jego bieg na rzece. Jeśli zniknął w ciemności
nie tonąc i nie zaczepiając o nic po drodze, wróżyło to całej wsi szczęśliwy
rok, brak kłopotów i nieszczęść. Szukano także w tę noc kwiatu paproci,
odprawiano wiele wróżb miłosnych. Podobno aby poznać wygląd przyszłego
partnera, należy w noc świętojańską wybrać się w trzy osoby na łąkę.
Każda osoba powinna wyciągnąć z ziemi jakąś roślinę wraz z korzeniem. Z
wyglądu korzonków określa się wygląd partnera. Długi korzeń - wysoką i
szczupłą, krótki i szeroki - osobę krępą, pulchną i niewysoką. Korzeń
przekrzywiony wróży partnera o skrytym
i nieszczerym charakterze, a korzeń prosty - osobę uczciwą i prostolinijną.
Korzeń bardzo twardy oznacza partnera upartego, a miękki - ugodowego i
niezdecydowanego. Im bardziej oblepiony ziemią korzeń, tym zamożniejszy będzie
przyszły mąż lub żona.
Puszczanie wianków na wodę to wróżba dla panien i kawalerów, ponieważ
dotyczy zamążpójścia i wyczekiwanej miłości. Każda dziewczyna plotła
wianek z trzech gałązek bylicy i wkładała do środka zapaloną świeczkę.
Należało potem puścić wianek z nurtem rzeki i obserwować jego tor
dryfowania. Panny przechadzały się wzdłuż brzegu rzeki, a kawalerowie
wskakiwali do rzeki i wyławiali je. Który zebrał najwięcej wianków, temu
sprzyjało większe szczęście w miłości. Jeżeli chłopak nie wyłowił żadnego
wianka, samotnie czekać musiał do przyszłego roku. Jeżeli wianek nie został
przez nikogo wyłowiony, panna była skazana na staropanieństwo. Jeśli wianek
utkwił w zaroślach, wróżyło to nieślubne dziecko w tym roku. Najgorszą
jednak wróżbą było zatonięcie wianka.
W Raciążu żaden wianek nie zatonął. Tylko płynęły jakoś tak leniwie ....
Żródło: www.czary.pl
***